środa, 1 października 2014

Daj dziecku baryłkę miodu

Pojechać matce po garach jest proste jak bułka z masłem.
Zwłaszcza jeśli jej CV dumnie niesione na rękach lub prowadzone w wózku jednoznacznie dowodzi krótkiego stażu i małego doświadczenia.
Nikt nie zadaje sobie pytań egzystencjalnych zanim walnie prosto z mostu:

- Dziecko płacze, bo jest głodne.
- Skądże, jadło kwadrans temu.
- Widocznie nie zjadło ile trzeba.
- Przecież trzymałam przy piersi przez 40 minut.
- To w takim razie twoje mleko jest mało wartościowe

No właśnie, ciągle o to mleko, o zimno, o dobre maniery i inne pragmatyczne aspekty codzienności.
Jakie ma być dziecko?
Przede wszystkim pulchniutkie, zawsze ubrane po czubek głowy i oczywiście grzeczne i dobrze wychowane.
Uwagi o niewartościowym mleku, centylach, o ssaniu smoczka lub nie daj boże kciuka, a nawet te o kaprysach znam doskonale z własnego doświadczenia.
I chociaż za każdym razem próbowałam podejść do nich racjonalnie i tłumaczyć sobie, że “wszystkowiedzące ciocie” (te, które odchowały dwójkę wzorowych uczniów) dają rady z dobrej woli, ze szczerej chęci udzielenia pomocy żółtodziobowi, to i tak trudno mi było się uśmiechnąć, podziękować i nie płakać za winklem.

Jest jednak coś bardzo ważnego, o czym nigdy nie usłyszałam od przypadkowo spotkanych cioć, a czego świadomość nie jest wcale taka oczywista.

Okrywając moje rzekomo przemarznięte dziecko, nikt nigdy mi nie powiedział, że dziecko oprócz “mleka” potrzebuje też “miodu”. Że w grupie maluchów (a później dorosłych) od razu widać te, których mamy przekazały im pozytywny stosunek do świata, zaraziły je entuzjazmem, szczęściem i miłością do życia.

Mój synek  co rano dostaje butelkę mleka, mówi dziękuję i poproszę i chociaż czasami się przeziębi albo nie zje surówki na obiad, to kiedy przybiega do mnie z nowym odkryciem i świecą mu się oczy wiem, że dostał należną mu baryłkę miodu. I to jest dla mnie najważniejsze.

źródło: http://joasiakubicka.blog.interia.pl/

*Tekst inspirowany lekturą “Sztuki miłości” Ericha Fromma.

6 komentarzy:

  1. Hej Kamila, wiele razy się zastanawiałam, co u Ciebie. Fajnie, że wróciłaś! A z wpisem się zgadzam- Gaja też pije butelkę mleka co rano i jakoś wcale nie cierpi. A wszystkie ciocie dobre rady to na pewno mają idealne dzieci. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Słuchaj, nie wyrabiałam się zwyczajnie, bo blogowanie jest niestety tylko hobby... Byłam ostatnio w Genui (nie dzwoniłam do ciebie, bo było wszystko na ostatnią chwilę) i odkryłam super miejscówkę. Na pewno o tym napiszę :) Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja po drugim dziecku nabrałam mega dystansu do tych wszystkich dobrych rad, jakie powinno być dziecko, co powinno jeść i co na sobie nosić. Teraz gdy teściowa zaczyna swoją przemowę, to jej wprost mówię, "ale mama zrzędzi" i nie ma tematu :) PS Super, ze wróciłaś!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też się cieszę, że udało mi się coś skrobnąć :)
    A bezpośredności w rozmowach z teściową zazdroszczę na maksa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyprodukowalam sie w komentarzu, ktory w diably poszedl bo hasla do konta zapomnialam (za dlugo Cie tu nie bylo :P
    Fajnie, ze jestes!
    A w temacie, tzw. ''ciotki dobra rada'' znam z autopsji, ale synowi udalo sie utrzec im nosa - ha.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojejku, szkoda, że zniknął komentarz, który napisałaś... Oj wiem, strasznie długo mnie nie było, też mam do siebie o to pretensje, ale nie dałam rady...

    Teraz mam jeszcze sporo zaległości do nadrobienia (zwłaszcza czytelniczych)... muszę odwiedzić stare znajomości :)

    OdpowiedzUsuń