Tym razem słoneczny weekend wykorzystaliśmy, żeby pojechać w pobliskie
góry. Jak widać na zdjęciu, jesteśmy w pobliżu Campocecina, a te białe
plamy to nic innego jak kamieniołomy, w których wydobywany jest słynny
na całym świecie marmur karraryjski.
Spacerując po górskich ścieżkach, znaleźliśmy świetną zabawkę dla naszego małego naukowca: kilkunastucentymetrowy kawałek łupka. Jest on stosowany we Włoszech do pokrycia dachów, ostatnio stał się również prestiżowym elementem dekoracji wnętrz, ale do niedawna wykorzystywany był po prostu do produkcji tablic szkolnych! I tak oto, zupełnie przypadkiem, trafiliśmy na kolejną darmową, a do tego ekologiczną zabawkę dla Nicko - naturalną tablicę, po której rysowanie okazało się na tyle ciekawe, że zapomniałam o dziecku na dobre pół godziny!
Nie będę oszukiwać, my jesteśmy zwykłą rodziną, która cieszy sie ze wspólnych wypadów nawet jeśli nie zdarzy się nic zapierającego dech w piersiach i lubimy bardzo podstawowe pamiątki, właśnie takie jak ten ciemnoszary kamień... Nie to żebym była sknerą, ale myślę, że nawet gdybym miała wszystkie pieniądze, którymi cieszy się Beyonce, to i tak pewnie nie umiałabym kupić (tak jak ona) wysadzanej diamentami Barbie o wartości 60 tysięcy euro, czy krzesełka za skromną kwotę 12 tysięcy euro!
Codzienność, moim zdaniem, jest takim dziwnym zjawiskiem, które dopóki trwa, wydaje się szare i nijakie, ale z perspektywy czasu staje się cenniejsze niż wszystkie ekstrawaganckie prezenty razem wzięte. Nie będę tutaj prawić morałów o trudnej do opanowania sztuce cieszenia się chwilą ani o tym, że szarość ma wiele odcieni (według niektórych co najmniej 50). Powiem tylko, że z ogromną przyjemnością umieszczam w dole posta nagranie z naszej dzisiejszej przejażdżki samochodem w drodze do żłobka. Śpiewamy “Były sobie kurki trzy”, bez słów i trochę ziewając, a potem kłócimy się, kto jest Zającem Poziomką.
Zapraszam wszystkich o mocnych nerwach, bo ja jestem z tych co wierzą, że “Śpiewać każdy może”...