piątek, 10 stycznia 2014

Lektura dla dorosłych

Kto przeczytał “Kiedy znów będę mały” Janusza Korczaka napewno zgodzi się ze mną, że powinna ona być jedną z lektur obowiązkowych dla dorosłych, a w szczególności tych dorosłych, którzy próbują wychowywać dzieci. Warto przeczytać, bo nie jest to podręcznik o tym jak mówić, żeby dzieci nas słuchały (też polecam, ale to co innego) ani kolejna książka o tym, jak trudno jest być mamą i co zrobić, żeby przetrwać.
Metody, którymi Korczak próbuje wychować rodziców są subtelniejsze. On po prostu przenosi nas w świat dziecka i pozwala nam odświeżyć i jeszcze raz przeżyć dawno zapomniane doświadczenia. Efekt jest taki, że nagle, całkiem naturalnie i bez najmniejszego wysiłku zaczynamy lepiej rozumieć uczucia naszych pociech.
We mnie ta powieść wypaliła znamię i często patrząc w oczy mojego synka przypominam sobie jeden z najbardziej znanych cytatów:

"– Nuży nas obcowanie z dziećmi.
Macie słuszność.
Mówicie:
– Bo musimy się zniżać do ich pojęć. Zniżać, pochylać, naginać, kurczyć.
Mylicie się. Nie to nas męczy. Ale – że musimy się wspinać do ich uczuć. Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać. Żeby nie urazić."

Kilka dni temu weszłam z Nicko do księgarni, w której sprzedają też edukacyjne zabawki dla dzieci.  On chwycił za pudełko z klockami Lego i ściskając je mocno krzyczał: “to moje, to moje!” Nie wiedziałam, co zrobić. Widziałam, że Nicko bardzo chciał te klocki, ale przecież nie mogę kupować mu wszystkiego, co ściągnie z półki. W końcu udało mi się go przekonać do odłożenia zabawki tłumacząc, że w domu mamy ten sam zestaw. Przez moment poczułam się z siebie bardzo dumna, bo zobaczyłam sytuację z perspektywy dziecka, zrozumiałam je, ale nie uległam kaprysowi.
Tyle tylko, że właśnie zaczęły się wyprzedaże. Miałam upatrzoną bluzkę i niecierpliwie czekałam na przeceny. Kiedy więc zobaczyłam jak jakaś babka trzymała w rękach ostatnią sztukę mojej bluzki, strategicznie nasłałam na nią Nicko. On, jak zwykle, oczarował panią: “ach jaki on śliczny, och jakie piękne blond włosy, no i te niebieskie oczy”, a ja bezczelnie wykorzystałam sytuację, żeby zwinąć jej ciuch, który odłożyła w zamieszaniu.
Chwilę później szłam do kasy ze zdobyczą, a w myślach krzyczałam “to moje, to moje”, dokładnie tak jak dwuletnie dziecko. Nagle zdałam sobie sprawę, że 30 lat dorastania zmieniło tylko jedno: teraz mam kartę kredytową...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz