piątek, 24 stycznia 2014

O takiej mamie marzą dzieci

Uwielbiam patrzeć jak Nicko zdobywa nowe umiejętności: pierwsza papka, pierwsze kroki, pierwsza samodzielnie zbudowana wieża... Co prawda często uczenie się nowych rzeczy przez dzieci wymaga od matek dużej elastyczności: począwszy od małego przemeblowania po zmianę priorytetów, ale jestem przekonana, że dzieci zostały tak wymyślone, żeby się mamom nie nudziło.
A co zrobić, żeby się dzieciom nie nudziło? Są przecież zabawki i w sumie mamy spory ich arsenał, ale nawet najbardziej pomysłowe po jakimś czasie popadają w niełaskę. Ja zresztą najchętniej wspominam z dzieciństwa lalki, które sama sobie powycinałam i posklejałam, więc teraz czasami proponuję Nicko zabawki home made jako alternatywę dla tych plastikowych, super kolorowych i super hałaśliwych z dziesiątkami super przycisków.
Kiedy Nicko miał osiem miesięcy nie wymagało to ode mnie dużo pomysłowości. Wystarczało kilka pojemników i różne kasze, grochy i makarony, a dziecko zanurzając rączki w ziarnach o różnych rozmiarach, kształtach i kolorach i przesypując je z jednego pojemnika do drugiego miało zabawę na ładnych parę chwil.
Kilka mięsięcy później odkryliśmy świetną zabawę w szukanie ukrytego przedmiotu. Brałam trzy kolorowe kubeczki i pod jednym z nich chowałam małą zabawkę. Przestawiałam kubeczki kilka razy, a w końcu Nicko zgadywał, pod którym ukryta była zabawka. Kiedy mu się udawało był najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem!
Teraz jednak poprzeczka jest trochę wyżej. Przy dwulatku trzeba się wykazać kreatywnością.
Na przykład mając w domu rolkę po ręcznikach papierowych i folię kuchenną, można zrobić kolorowe okulary. Wystarczy pociąć rolkę na kilka mniejszych kawałków i przykleić do nich pokolorowaną na różne kolory folię i gotowe. Dzieci świetnie się bawią patrząc na świat przez kolorowe okulary, kiedy wszystko dookoła staje się raz czerwone, raz zielone, a raz żółte. Tak na marginesie, myślę, że jest to świetny sposób na naukę kolorów.
Jeśli ze spaceru przynieśliśmy kilka różnej wielkości liści, możemy wykorzystać je do robienia czarów. Należy przykleić je do kartki taśmą klejącą, odwrócić kartkę i zarysować kredkami aż pokażą się na niej liście. Jeśli podczas rysowania będziemy mówić: “czary mary, hokus pokus”, dziecko naprawdę poczuje się jak czarodziej.
Z doświadczenia mogę jednak powiedzieć, że do tej pory najwięcej radości było u nas w domu z baloników. Kupiłam je z myślą o przyjęciu urodzinowym, ale okazało się, że baloniki kryją w sobie naprawdę dużo możliwości. Można w nie dmuchać i zamast zawiązać, puszczać po całym pokoju. Można robić nimi wiatr. Można je odbijać lub zrobić bitwę na balony. I wreszcie można po nich rysować flamastrami i doklejać kawałki gazet, tasiemek i co nam pod rękę wpadnie, tworząc balonikowe postaci. Zapewniam, że czas zainteresowania balonami przekroczył moje wyobrażenia.
Pozostaje tylko jedno pytanie, które zadaje sobie teraz każda matka: kto po tym wszystkim postprząta? Czy przy wszystkich obowiązkach i chronicznym braku czasu, na który cierpimy, warto jest zawracać sobie głowę wymyślaniem zabawek? Dla mnie to kwestia plusów i minusów: trzeba się trochę zmobilizować i pogodzić z nieuniknioną konsekwencją jaką jest bałagan, ale na widok błysku w oczach dziecka, które udało nam się czymś zaskoczyć, każda odpowie: tak to ma sens!
O takiej mamie marzą dzieci.



2 komentarze:

  1. Z liśćmi pomysł wykorzystam jak się pojawią.

    zapraszam do mnie http://mojelatatrzydzieste.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, cieszę się, że znalazłaś coś dla siebie :)
      Co jakiś czas będę wrzucała pomysły na takie zabawy, więc zapraszam.
      Odwiedziłam Twojego bloga - podoba mi się :)

      Usuń