Do naszego domu prowadzi 18 schodów.
Ich pokonanie zajmuje nam przeciętnie cztery i pół minuty, co daje średnią 15 sekund na schodek.
Nie jest źle. Przy korzystnych warunkach atmosferycznych mielibyśmy szansę wygrać wyścig z żółwiem. Olè!
Najlepsze jest to, że zawsze zdarzy się coś ciekawego. Na przykład Nicko w połowie wspinaczki zauważy mrówkę, która sama nawet nie wie skąd i dokąd idzie, ale oczywiście nie wchodzi tylko schodzi...
No to my za nią (rzecz jasna w mrówczym tempie) obserwując uważnie każdy ruch jej malusieńkich nóżek.
Poddaję się sytuacji, która dla Nicko stała się nagle całym jego światem.
Nie myślę, że właśnie wróciliśmy z zakupów obładowani torbami, ani że za chwilę będzie trzeba ugotować coś na szybko, bo już późno.
Przez krótką chwilę, jesteśmy naprawdę tu i teraz. My i ta mała mrówka sierota.
Wreszcie, po dwóch stopniach, Nicko postanawia sprawdzić wytrzymałość małej wędrowniczki na zgniecenie paluszkiem, a ja tłumaczę, że tak nie wolno, bo ona pewnie idzie do domu, gdzie czeka na nią mama. My też lepiej zrobimy, jak weźmiemy z niej przykład.
Od nowa wdrapujemy się na górę.
Uśmiecham się do siebie i całuję Nicko dziękując za kolejną lekcję o życiu i jego urokach z perpektywy 96 centymetrów.
Do naszego domu zaś prowadzi 156 schodów! Nie wiem jak Ty, ale ja w ciąży łażąc po nich, myślałam, że na nich urodzę! A mrówki od czasu do czasu bardzo chętnie odwiedzają nasze mieszkanie, ale nie jestem w stosunku do nich tak wyrozumiała jak Ty:)!
OdpowiedzUsuńNo bo mrówka na zewnątrz była ;)
UsuńSChodów ci współczuję... ale słyszałam, ze każdy schodek przedłuża zycie o 4 minuty! Aż boję się myśleć, ile ty będziesz żyła, dziwczyno... hahahaha
No tak... przy dzieciach zmienia się kompletnie punkt widzenia i priorytety :D
OdpowiedzUsuńNaprawdę. Ja zawsze się cieszę, jak mi Nicko coś pokaże, ale z drugiej strony szkoda mi, że jestem dorosła... I żeby uwypuklić te moją cechę, umieściłam we wpisie sporo liczb, bo nie wiem, czy pamiętasz, ale według Małego Księcia dorośli uwielbiają liczby ;)
UsuńZależy którzy dorośli i które dzieci. Kochana! Ja jestem matematycznym maniakiem od najmłodszych lat liczby kocham i uwielbiam opisywać świat liczbami... Szukać zależności, wstawiać znaki matematyczne w ciągi liczb, żeby uzyskać konkretną liczbę... Mam swoje liczny ulubione, doskonałe, ważne... Być może dlatego nie potraktowałam tego jako dorosłą część posta :P (PS. właśnie dałaś mi pomysł na post - hmmm, jak się czujesz jako muza :D)
UsuńJako muza czuję się zdecydowanie lepiej niż matematyk hahaha ja mam problemy nawet z dodawaniem, po prostu widok liczb budzi we mnie panikę i nie wiem, czy atakować czy uciekać...
UsuńA na posta czekam w wypiekami na policzkach :)
Nie wiem co jest w tych mrówkach, że większość dzieci uwielbia je obserwować i badać palpacyjnie ;)
OdpowiedzUsuńSłodkie tajemnice dzieciństwa :)
UsuńOj tak to juz jest z dziecmi. Ja dzisiaj z synem kota gonilam i mialczelismy razem jak glosno sie tylko dalo. Jak nas ktos widzial, to pomyslal, ze zwariowalam haha. Pozdrawiam cieplutko :)
OdpowiedzUsuńI to jest właśnie w dzieciach najpiękniejsze: nie przejmują się, co inni pomyślą, one po prostu cieszą się światem :)
UsuńGdyby nie syn, nie wiedziałabyś jakie interesujące może być życie mrówek. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Właśnie za to go uwielbiam i chciałabym, żeby nigdy się to nie zmieniło...
UsuńŚwietne podejście - dać się zatrzymać dziecku i sobie przy okazji. I jeszcze do tego czegoś nauczyć: dziecko o mrówkach, a siebie o tym, co w życiu ważne.
OdpowiedzUsuńA mój bratanek jak był dwulatkiem, to na widok mrówki gnał za nią i ją zjadał :)
Podobno mrówki sa bogate w białko ;)
UsuńMój synek to mały budda ;)
Ostatnio kiedy pokonywałyśmy schody na piętro w naszym domu Sikunia zauważyła muchę, która po przebudzeniu z zimowego snu, niemrawo się wałęsała :) no i spędziłyśmy na tych schodach dobre 20 minut :)
OdpowiedzUsuńCałe szczęście, że nie wpadła na pomysł robienia porannej/wiosennej kawy dla muchy ;)
Usuń