środa, 30 kwietnia 2014

Matki w piaskownicy

Gdzie najczęściej spotkać możemy inne mamy?
W piaskownicy! Po zmianie statusu z kobiety na matkę, to właśnie place zabaw i parki stają się centrum naszego życia towarzyskiego. Popołudniowe wypady do parku zastępują wyjścia na imprezy i nasz nowy look dopasować się musi do obowiązującego dress codu - ubrania wygodne, niekoniecznie dobrane kolorystycznie, ale w miarę możliwości czyste.

O czym rozmawiają matki na placach zabaw?

O dzieciach. Rzadko która odważy się poruszyć jakiś inny temat.
Kosmetyki, lepiej nie, bo wyjdę na próżną.
Teatr, kino - do uniknięcia, bo będą patrzeć się na mnie jak na wyrodną matkę, która porzuca dziecko wieczorem, żeby obejrzeć jakiś film. Może na dodatek zwykłą, przygłupawą komedię, która nie wesprze rozwoju osobistego, a co najwyżej zrelaksuje. No a na relaks kosztem dziecka może zdecydować się przecież tylko wyrodna matka.
Polityka: nie wchodzi w grę, bo wezmą mnie za heretyczkę i wykluczą z grupy skazując na izolację. Nie tylko mnie, mojego synka też.

Jak rozmawiają matki o dzieciach?

Tutaj zasada jest bardzo podstawowa, instynktownie przyjęta przez 100% uczestniczek: Każda sroka swój ogonek chwali.
Mama Antka: Jeszcze zanim skończył roczek mówił mama, tata i baba, a zaraz potem nauczył się mówić: proszę, dziękuję i przepraszam. Takie ma dobre maniery!
Mama Marysi: Właśnie się nauczyła liczyć do dziesięciu... - a widząc, że nie robi to wrażenia, dodaje z przekonaniem - po angielsku - Spotyka się z wyrazami uznania i z radością dostrzega ukłucie zazdrości w oczach innych mam. Usatysfakcjonowana wstaje, woła swojego małego geniusza i wraca do domu gotować obiad dla pana Dulskiego, alias męża.

Czy są matki, które mówią inaczej?
Są. Zawsze się znajdzie jakiś biały kruk, który wyłamie się z chóru.
Jest nim na przykład Joanna Woźniczko-Czeczott, autorka książki “Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego”, w której bez owijania w bawełnę publicznie obala mit macierzyństwa jako cudownej przygody z rozkosznym i pulchniutkim bobaskiem.

“Z tą książką jest jak z dzieckiem. Nie chcesz jej zacząć czytać, bo wiesz, czego się spodziewać. I to się nawet potwierdza, ale i tak już nie możesz przestać. Rzadko się zdarza, by obalona królowa tak lekko i tak szczerze opowiadała o tym, jak ucięto jej głowę”.
Tomasz Kwaśniewski

To najtrafniejsza moim zdaniem recenzja książki. Ja też długo zwlekałam myśląc: po co mam czytać o cudzych frustracjach, skoro mam swoje? Tymczasem opowieść “zatracego w kurniku domowego nielota” na macierzyńskim stała się dla mnie intrygującym doświadczeniem terapeutycznym. Autorka nie boi się przyznać do błędów, porażek czy trudności. Nie unika tematów takich jak bajka o równouprawnieniu, możliwości realizacji zawodowej młodych matek czy przesiew w relacjach z niedzieciatymi. Osobiście dołączyłabym jej książkę do lektur obowiązkowych dla przyszłych mam jak również dla tych, które czują, że schemat idealnej matki jeszcze bardziej idealnego dziecka jest dla nich przyciasny.

Macierzyństwo non-fiction


12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Polecam, bo nie jest to nudny podręcznik z tysiącem rad, jak stać się idealną matką. Książka napisana przez szczerą kobietę dla kobiet, które szczerości się nie boją :)

      Usuń
  2. Po Twoim wpisie doszłam do wniosku, że to dobrze, iż w promieniu paru kilometrów nie znajdę tutaj piaskownicy:). Nie wiem więc, o czym matki rozmawiają, ale mogę się domyślić, że dzieci są motywem przewodnim. I każde jest genialne, bo jakżeby inaczej:).
    I zgadzam się z Agnieszką- ciekawa propozycja lektury!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że my kobiety lubimy rywalizację... a piaskownica to doskonałe pole bitwy...

      Usuń
  3. Hmm ja chodze często do piaskownicy i jakoś każdy sam sobie, nikt z nikim nie rozmawia itp chyba mam jakiś dziwny plac zabaw...pamiętam przy starszym synu, że czesto się chodziło, siadało z mamai przy piaskownicy i klachało czasami pół dnia :) a teraz nie widze tego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, nikt nie prowadzi wielogodzinnych dysput... ale chyba mi przyznasz, że jeżeli już ktoś coś zagada, to zawsze o dzieciach i zawsze w superlatywach :)

      Usuń
  4. Kurcze... Nasz piaskownica jest pusta :P Jedyne spotykane Mamy, to sąsiadki, co to swoją piaskownicę mają :) Ale też są chwalenia :P Aktualnie lektury wybieram raczej niedzieciowe, ale może kiedyś zajrzę :D Po tekiej recenzji chętnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeplatam lektury dzieciowe z "normalnymi". Właśnie zaczęłam czytać "Miasto ślepców" Saramago ;)

      Usuń
  5. Święta słowa...stosunki w piaskownicy odzwierciedlają usposobienia i typy mam w nszym społeczeństwie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam znam. Moja dobra koleżanka uraczyła mnie tą pozycją, gdy wyłam w poduszkę w 3 chyba miesiąca życia naszych słodziaków. Polecam wszystkim rodzicom i nie tylko, choć może nie warto straszyć ;-) pzdr :-)

    OdpowiedzUsuń